Młodzi Kompozytorzy

Marcin Stańczyk

Przyszłość to muzyka kameralna
Z Marcinem Stańczykiem rozmawia Ewa Derlatka

Jesteś kompozytorem, robisz doktorat z prawa autorskiego i jeszcze śpiewasz w Filharmonii Łódzkiej jako chórzysta. Czy byłeś „cudownym dzieckiem” i tak Ci zostało?
Przecież wiesz, że „śpiewać każdy może…”. Śpiewałem  w różnych chórach kameralnych od wielu lat. Na uczelni w ramach instrumentoznawstwa praktycznego uczyłem się śpiewu solowego. Teraz przyszedł czas na chór filharmoniczny.

Wszystko to co kochasz wymaga od Ciebie dużo czasu. Kiedy jest czas na rozmowę z weną twórczą?
Inspiracja, czy „wena”  jest jak odruch bezwarunkowy. Nie masz żadnego wpływu na to, kiedy się pojawi. Zresztą, przychodzi przeważnie w najmniej odpowiednim momencie; jak zasypiasz, jak słuchasz koncertu, jak prowadzisz samochód, jak biegasz, czy  pływasz w basenie. Jest przy tym niezwykle ulotna. Jeśli jej jakoś nie zapiszę, często później umyka, zostawiając jedynie niewyraźne ślady. . . A bez niej komponowanie zamienia się w logiczną zabawę. Nie siadam do pisania póki w głowie nie mam jasnego pojęcia o tym, jaką ideę i jak chciałbym wyrazić.

Nie wiem na czym bardziej się skupić w rozmowie z Tobą. Chyba powinniśmy na kompozycji, ale muzykujący prawnik wydaje się być osobowością „podejrzliwie ciekawą”
No tak, rzeczywiście dla wielu to jest podejrzane... Do końca tego nie rozumiem, historia muzyki daje nam przecież tak wiele przykładów takich „podejrzanych” kompozytorów. Jeden z  pierwszych  spektralistów Hugues Dufort, nota bene także absolwent filozofii,  opowiadał mi kiedyś, że najbardziej irytowało go, kiedy przebywając wśród filozofów słyszał –„ ooo, ten kompozytor”, a  wśród kompozytorów natomiast: „ooo, ten filozof”. Ja również wiele razy zetknąłem się z taką sytuacją. Można zapytać: co szkodzi kompozytorowi, że skończył także prawo, filozofię czy cokolwiek innego? Gdy obserwuję reakcje niektórych, gdy wspominam, że kilkanaście lat równolegle ze szkołą, liceum ogólnokształcącym, szkołą muzyczną i studiami trenowałem siatkówkę czuję się już zupełnie  jak jakiś  outsider. Wydawałoby się, że środowisko artystyczne słabiej poddaje się stereotypom, tymczasem wcale tak nie jest.

Powiedz, kto konkretnie wykonuje Twoje utwory a także o ich udziale w licznych festiwalach.
Rzeczywiście wolę swoje utwory powierzyć profesjonalistom. Najlepiej jeśli są to profesjonaliści na co dzień zajmujący się muzyką współczesną. Miałem to szczęście, że w  ubiegłym roku uczestniczyłem w kilku międzynarodowych przedsięwzięciach, gdzie moje utwory wykonywały zespoły  zajmujące się muzyką nową. W lipcu ubiegłego roku byłem gościem Festiwalu Bang on a Can, który odbywał się w Massachusetts Museum od Contemporary  Art w Stanach Zjednoczonych, a  mój utwór wykonywał zespół Bang on a Can All-Stars. Miesiąc później uczestniczyłem w sesji kompozytorskiej Voix Nouvelles organizowanej pod Paryżem przez Fundację Royamount. Tam mój utwór wykonywali soliści Ensemble Linea oraz Neue Vocalsolisten Stuttgart. Spotkania z takimi zespołami to wymarzona sytuacja dla kompozytora. Problem w tym, że nie zdarzają się na co dzień. Dlatego tak bardzo doceniam grupę wykonawców z łódzkiej akademii, którzy gotowi są  spróbować moje pomysły, wykonać po raz pierwszy utwór, przychodzić na próby. Nawet gdy mówią, że coś jest nie do wykonania, albo że trudne, niewygodne. Gdy ogólnie oni są na „nie”, a ja ich przekonuję, że może warto spróbować, to wszystkie te dyskusje są dla mnie bardzo pouczające. Bez nich moja praca byłaby o wiele trudniejsza, a doświadczenie nieporównanie mniejsze.

Skupmy się na Twoich kompozycjach.
Staram się pisać tak, żebym słuchając utworu nie delektował się zależnościami między dźwiękami, nie analizował, nie pracował jak komputer. Intelektualna przyjemność pisania dobrze ułożonych zdarzeń muzycznych nie może wychodzić na pierwszy plan. Owszem, ich późniejsze słuchanie, wychwytywanie, sprawia pewną przyjemność. Dopiero jednak ukazanie na tej bazie idei, myśli, czyni utwór naprawdę wartościowym. Ale tak naprawdę, napisanie dziś czegoś interesującego, nie tylko technicznie, ale i brzmieniowo, uzyskanie za pomocą tych środków szczerego, mocnego przekazu,  to bardzo trudne zadanie, często dla mnie niewykonalne. Dlatego nie piszę dużo, a wiele pomysłów ląduje w koszu.

Mimo wszystko co myślisz, kiedy zaczynasz komponować, o czym opowiadasz?
Opowiadanie to za dużo powiedziane. Raczej przekazuję emocje związane z jakąś ideą . Dodatkowa historia, czy notka jest dla mnie tylko rodzajem przybliżenia słuchaczom prezentowanej idei. Bardziej niż struktury, interesują mnie zjawiska dźwiękowe, często same w sobie. Nie jestem także zwolennikiem notek technologicznych, naszpikowanych specjalistycznymi pojęciami, mini wykładów, które bledną z chwilą pojawienia się muzyki…

Co jest bodźcem, który każe Ci usiąść i zapisać coś w nutach?
Spontanicznie próbuje zapisać wszystko, co mi wpadnie do głowy i wyda się interesujące.  Mam kilka  kajetów, które noszę zawsze ze sobą. One są od zapisywania idei i odpowiadających im pomysłów dźwiękowych, albo po prostu pomysłów na brzmienie. To jest dla mnie punkt wyjścia. Pomysł na brzmienie, który oddaje w jakiś sposób ideę, którą chciałbym wyrazić. Często staram się nawet w muzyczny sposób zapisać dźwięki otoczenia, co w pewnych sytuacjach staje się zupełnie absurdalne. Te krótkie dźwięki, to są takie cegiełki, z których później coś może się ułożyć. Niektóre wykorzystuję natychmiast, inne są ciągle w poczekalni.

Jakie znaczenie mają dla Ciebie nagrody muzyczne ?
Coraz mniejsze. Coraz lepiej zdaję sobie sprawę, że nagrody są zwykle jakąś „wypadkową” gustów  jury, a nagrodzone utwory swego rodzaju „kompromisem”. A jak wiadomo, sztuka kompromisów nie znosi. Są partytury, które zawierają na tyle dużo niestandardowych zabiegów kompozytorskich, że nikt nie „zaryzykuje” ich nagrodzenia, czy wykonania. To się wiąże z coraz dalej posuniętą indywidualizacją zapisu muzycznego, stosowaniem nowych oznaczeń – co wyobrażam sobie – dla jury konkursów musi być bardzo uciążliwe. Choć z drugiej strony, jeśli jury nie przebrnie przez legendę to trudno się dziwić, że potem nie doceni utworu, którego po prostu nie rozumie i nie potrafi sobie wyobrazić. Wątpliwości co do konkursów kompozytorskich jest jeszcze wiele.  Dlatego dużo bardziej doceniam udział w kursach i festiwalach muzycznych, gdzie utwory mają szansę być wykonane przez specjalistów od muzyki współczesnej. Takie wydarzenia są poza tym okazją do zdobywania nowej wiedzy, zawierania nowych  znajomości,  konfrontacji swoich przemyśleń z kompozytorami z innych krajów, czy wręcz kultur muzycznych. Bardzo pouczające i otwierające doświadczenia.

ED                                    

Marcin Stańczyk (ur. 1977) jest absolwentem kompozycji w łódzkiej Akademii Muzycznej w klasie Zygmunta Krauze. Muzykę elektroniczną poznawał pod kierunkiem Krzysztofa Knittla. Studiuje podyplomowo kompozycję w Accademia Nazionale di Santa Cecilia w Rzymie u Ivana Fedele. Brał udział w wielu festiwalach, między innymi Young Composers Meeting w Apeldoorn (Holandia), La Biennale Musica w Wenecji, Gaudeamus Music Week w Amsterdamie, Festiwalu Prawykonań Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Jest laureatem sześciu międzynarodowych konkursów kompozytorskich oraz beneficjentem znaczących stypendiów krajowych i zagranicznych.

 
Choć w utworach Marcina Stańczyka nietrudno usłyszeć inspiracje twórczością kompozytorów z kręgu tak zwanego spektralizmu to równie wyraźny jest w nich rys indywidualny, odrębny. Kompozytor nie stosuje tu rozbudowanego technicznego zaplecza twórców z IRCAM’u lecz przejmuje i rozwija ideę penetracji dźwięku wraz z jego najsubtelniejszymi aspektami. Niezwykła akustyczna aura oraz wyrazista ekspresja znajdują się w kręgu najważniejszych zainteresowań kompozytora.
 
Ważniejsze kompozycje:
  • Agnus Dei na chór, 4 perkusje, obój i taśmę (2004)
  • Czekaj…na fortepian przestrojony (2004)
  • Ostatni - teatr muz. na saksofon altowy, klawesyn i taśmę (2005)
  • Dumka na saksofon altowy i fortepian bez wykonawcy (2005)
  • Esercizi hommage à Karol Szymanowski - teatr muz. na instrumenty, metronomy i publiczność (2005)
  • Geysir – Grisey na 2 fortepiany, skrzypce, altówkę i kontrabas (2005)
  • Powidoki na skrzypce i fortepian, (ver. 2) na flet, skrzypce i fortepian (2006);
  • Trois chants d’amour na dwa chóry kameralne (2006)
  • Dialogues de Douve - cykl pieśni na mezzosopran i fortepian (2006)
  • SPIRIT IN CAGE for Orkest de Ereprijs (2007)
  • Selsebil na orkiestrę (2007)
  • Spotkania na muzyków ludowych, instrumenty i chór kameralny (2007)
  • Circles na chór kameralny (2007)
  • Kamyk  na obój/rożek angielski, git. elektryczną, harfę, kwintet smyczkowy (2008)
  • Three afterimges na kontrabas (2008)
  • Laterna na klarnety, wiolonczelę, fortepian, 2 perkusje i taśmę (2008)
  • Afterimages – Rosso na fortepian (2009)
  • Rivoluzione della terra sconisciuta na klarnet, git. elektryczną, wiolonczelę, kontrabas, fortepian, perkusję (2009)